Konrad Błaszak Tech

Jestem blogerem, więc mam bloga. To logiczne. A gdyby tak zepchnąć go na drugi plan i skupić się na czymś innym? Czy to on jest najważniejszy?

Od kilku lat piszę bardzo regularnie i rzadko trafiały mi się kilkudniowe okresy bez ani jednego wpisu. Przed jedną z większych zmian w mojej blogowej karierze, miałem niemal dwutygodniowy urlop od pisania i – o dziwo! – specjalnie mi to nie przeszkadzało. Już wcześniej zdarzały się takie sytuacje, ale zawsze były one wymuszone, chociażby przez harcerskie wyjazdy, gdzie internetu brakowało, a pracy było aż nadto. Rok temu siedziałem w domu i mogłem pisać bez większych problemów, ale nie chciałem.

Wtedy zrozumiałem, że nie chcę tworzyć tekstów na siłę, tak żeby coś po prostu było. Długo we mnie dojrzewała ta myśl, ale wydaje mi się, że w końcu do niej dorosłem. Blog jest dla mnie miejscem, gdzie nie chcę wrzucać kilkuset na szybko napisanych słów okraszonych pierwszym lepszym zdjęciem z Google’a. Wierzę w to, że każdy mój wpis ma jakiś sens i może przynieść coś czytelnikowi. Czasem jest to konkretna wiedza, a czasem po prostu wywoła uśmiech na jego twarzy. O tym, co ma bardziej sens, porozmawiamy kiedy indziej. Dziś o tym, że…

Bloger to nie tylko blog!

Podczas mojej przerwy od pisania tekstów, byłem aktywniejszy na Facebooku, Twitterze oraz Instagramie. Już od dawna wiedziałem, że bloger to nie jedynie blog, ale dla mnie był on centralnym i najważniejszym miejscem w sieci. Nadal tak uważam, ale nieco zmieniłem rolę pobocznych tworów. Jeden z argumentów za takich ruchem poznałem niedawno:

WP_20160310_16_09_36_Pro.mp4Co korki robią z ludźmi…

Opublikowany przez Konrad Błaszak na 10 marca 2016

Nie da się ukryć, że nie jest to ambitna treść, która ma wywołać w Tobie Czytelniku przemyślenia nad sensem życia czy globalnym ociepleniem. To tylko kilkadziesiąt sekund z mojego życia, które pokazują, że strasznie się nudziłem stojąc w korku. Nie ma w tym drugiego dna czy żadnego ukrytego przekazu. Ten film miał zapewnić kilkadziesiąt sekund rozrywki widzowi i wydaje mi się, że to się udało. Najważniejsze w nim jest to, że licznik obejrzeń przekroczył 1400, co dla mnie jest świetnym wynikiem. Szczególnie patrząc na statystyki tekstów. W ciągu ostatniego miesiąca, żaden wpis nie był czytany tyle razy, co ten durny film. ŻODYN!

Aktywne działanie w social mediach może być skuteczniejsze niż pisanie tekstów i traktowanie społecznościówek po macoszemu. W sieci świetnie można działać „tu i teraz”, ale już za miesiąc czy dwa, status na FB będzie praktycznie nie do odnalezienia. Takie filmy, jak powyższy świetnie się nadają do takich portali, ponieważ wywołują uśmiech, ale nie są niczym wartym oglądania za kilka miesięcy. Dlatego wyszedłem z założenia, że do treści o dłuższym terminie przydatności lub do takich, które są mnie ważniejsze i chciałbym je mieć pod ręką za jakiś czas, używam bloga. On może być nawet zepchnięty na drugi tor, ale…

Ważne, żeby był!

Nie musi być najważniejszy, ale warto potraktować go jako swoją wizytówkę, zbiór najciekawszych/najbardziej wartościowych treści, portfolio czy też miejsce w sieci, gdzie czytelnik zawsze może wrócić. Nigdy nie wiadomo, czy taki Facebook się na Ciebie nie obrazi (i nie da Ci bana), więc warto mieć coś swojego, gdzie nawet sieciowi giganci nie mają nic do gadania.

Poza tym nie wiadomo co będzie za rok, dwa lub pięć. Możliwe, że Facebook nie będzie już liderem i trzeba będzie swoich czytelników przenosić na kolejny portal. A potem kolejny i kolejny i kolejny. Blog jest pewnym stałym miejscem, a nawet w internecie warto mieć choć odrobinę stabilności. Przynajmniej ja tak uważam, ale ja mam już swoje lata…


Oczywiście chętnie też posłucham Twojej odpowiedzi na tytułowe pytanie. Daj znać jak to wygląda u Ciebie!


A jeśli wpis Ci się spodobał i chcesz być na bieżąco to zostaw lajka. Dzięki!


Zdjęcie: mkhmarketing

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

  • Bardzo mądry tekst. Ująłeś temat z perspektywy, na którą ja sam nigdy nie wchodziłem. Generalnie bloger bloga mieć musi, a jeśli go skasuje to jedynie przez jakiś czas pozostanie na nim „łatka” blogera, która dość szybko zniknie. No, chyba, że jesteś Tomkiem Tomczykiem 😉


  • Ostatnio przez zastój twórczy, a raczej jakąś dziwną pazerność zaczęłam się zastanawiać nad sensem prowadzeni bloga. Miałam bardziej ochotę skupić się na social media bo tam łatwiej coś zbudować znaczy szybciej. Jednak czas się obudzić i pomyśleć co chce się na blogu przekazać. Chyba udało Ci się uporządkować właśnie moje myśli. 🙂


  • Uważam podobnie. Sociale są bardzo fajne, ale tylko wtedy, gdy ma się już coś swojego i są dodatkiem, który sprzyja rozwojowi bloga. Jasne, są fejmy, które rządzą askiem, instagramem itd., ale zostają anonimowi a „szał” na nich po pewnym czasie przemija. A blog to blog – nasze własne miejsce, z którym jesteśmy kojarzeni i które wyróżnia nas z tłumu 🙂


  • Dla mnie bloger bez bloga nie jest blogerem 🙂 Influencerem? Prędzej, ale nie jestem przekonana co do wrzucania wszystkiego do jednego worka, zwłaszcza, że de facto bloger bez social mediów wciąż pozostanie blogerem, w drugą stronę to kwestia czasu, gdy odbiorcy zmienią się i nowi nie będą kojarzyli autora z jakimkolwiek blogiem, którego pisał wcześniej.
    Ale zawsze pozostaje do wzięcia stanowisko niedzielnego blogera, pytanie co jest celem – pisanie, kontakt z ludźmi czy coś jeszcze innego, bo w przypadku tego drugiego – social media wystarczą.


  • I nagle do gry wkracza Make Life Harder 😉


  • ja też przymierzam się do nie pisania postów „jednego życia”. Mam zamiar pisać takie do których można linkować dziś, jak i za rok… Chociaż czasem mnie tak korci, żeby coś skomentować, tak po prostu 🙂


  • Bloger bez bloga? Ciekawe podejście zmuszające do myślenia. Spoglądając szerzej bloger nie działa już tylko w swoim małym świadku. Każdy już na początku tworzy profil na FB, Insta, G+, YT i wielu innych i tam często wykazuje o wiele większą aktywność niż na własnej stronie. Dzięki za tekst – wychwyciłem z niego kilka cennych wskazówek.


    • Nie ma za co 😉 Cieszę się, że tekst Ci się spodobał 😉


      • Każdy z nas ma inne pasje i inaczej o nich pisze co nie zmienia faktu, że nie warto podglądać siebie, by spojrzeć na świat oczami innego blogera. 🙂


  • Ja się tym ostatnio załamałam jak zobaczyłam, że filmiki mają większą ilość wyśw niż teskty. Ludzie po prostu są tak leniwi, że nie chce im się czytać tylko oglądać ? .. blog bez social mediów będzie istniał ale wybić się nie wybije, chociaż ja i tak skupiam się najwięcej na blogu, facebook czy ins. to nie to samo.


    • Nie wiem przekonany, czy to jednoznacznie wynika z lenistwa, czy może z większego natłoku zajęć i wybieraniu łatwiejszych materiałów. To pewnie temat na niejedną dyskusję 😉

      Ja mógłbym porzucić bloga, gdybym mógł podróżować po świecie, robić zdjęcia na Insta i tak zarabiać na życie 😀


  • A moim zdaniem to blog jest najważniejszy, gdyż gdyby nie on to byłbyś tylko (lub aż – to zależy) jakimś tam kolesiem na fejsie, czy TT. Bez blogu nie ma blogera. Wydaje mi się, że ta zależność jest jasna. SM powinne być tylko dodatkiem, ale nie głównym nurtem. Powinno się tam dziać sporo, ale nie kosztam blogu. Tak jak piszesz – nie wiadomo, czy za te pięć lat FB ciągle będzie liderem, więc należy równoważyć – a moim zdaniem wręcz delikatnie przechylać aktywność na rzecz blogu – swoje działania pomiędzy tymi…Hmm..podmiotami.

    A co do filmików – serio jesteś zaskoczony? 😀 Przecież to oczywiste, że filmiki mają wiekszą klikalność (ZWŁASZCZA NA FB) niż linki do tekstów, gdyż zwyczajnie są bardziej multimedialne, więcej się dzieje. 😛


    • No właśnie, tylko czy teraz takie internetowe fejmy nie cieszą się większym zasięgiem? Dla mnie fenomenem było to, że są ludzie z Aska, którzy piszą tylko tam i mają tysiące obserwujących 😀

      A co do filmów to spodziewałem się tego, ale nie sądziłem, że będzie aż tak dużo tych wyświetleń 😛


Next Post