Konrad Błaszak Tech

Czytasz go latami, jego teksty zawsze trafiały w punkt i potrafiły poprawić Ci humor na resztę dnia. A teraz? Skończył się! Chcesz wiedzieć dlaczego?

Każdy bloger prędzej czy później się kończy. Jeśli pisze w sieci odpowiednio długo, robi to podczas swojej internetowej kariery nawet kilkanaście razy. Nie ma w tym nic dziwnego, taka jest naturalna kolej rzeczy. Ja również nie raz się kończyłem i mogę Ci wytłumaczyć czemu niewiele to zmieniło w moim pisaniu. Mam nawet dwie wersje, a pierwsza jest dla ludzi, którzy na widok kilkuset literek mdleją.

Wersja krótka:

Bo sam tego chciał!

Wersja dłuższa:

Sam jestem blogerem od ponad 3 lat i nie raz skończyłem się albo widziałem jak robili to inni twórcy internetowi. O części rzeczywiście można tak powiedzieć, ponieważ po prostu przestali pisać. Tutaj chyba nie trzeba tłumaczyć już nic więcej. Z drugiej strony są blogerzy, którzy się skończyli, ale nadal prowadzą swoje blogi i to często z dużymi sukcesami. Jak to możliwe?

Kiedy bloger się skończył?

Oczywiście to czytelnicy są wyznacznikiem popularności blogera, ich liczba oraz zaangażowanie (w dużym uproszczeniu). Jeśli jest ich dużo, to znaczy, że bloger daleko jest od skończenia się. Niestety nie każdy czytelni zdaje sobie z tego sprawę.

Bardzo często zauważam to w przypadku, gdy twórca chce spróbować czegoś nowego. Rozbudowanie tematyki przeważnie skutkuje świetnymi reakcjami czytelników, ale niemal zawsze znajdzie się garstka, która powie, że dany bloger właśnie się skończył. Wystarczy, że zrobi coś trochę innego, niż to do czego przyzwyczajał swoich odbiorców.

Dzieje się tak, ponieważ czytelnik przychodzi na danego bloga po konkretną treść, ale zamiast niej otrzymuje coś innego. Przez to czuje się niekomfortowo, więc stara się przekazać swoje uczucia w komentarzach. Stwierdzenie „skończył się” jest najprostszym wyborem. Nieważne, że oprócz niego jest także kilka tysięcy ludzi, którzy rozpływają się nad poszerzeniem tematyki i zgodnie twierdzą, że to jeden z lepszych wpisów danego autora.

A może poszedł inną drogą?

Tutaj chciałbym przejść do następnego punktu, czyli tego, że ja również przestałem czytać wielu blogerów. Po prostu przestali oni trafiać w mój gust. Co ciekawe, wielu z nich radzi sobie lepiej niż kiedykolwiek, mimo tego, że ja zaglądam do nich tylko czasami. To jest dokładnie taka sama sytuacja jak wyżej, tylko ja inaczej to nazywam. Dla mnie dany bloger się nie skończył, tylko nasze drogi się rozeszły. Kiedyś mogłem czytać go godzinami, a teraz do mnie nie trafia. To nie znaczy od razu, że pisze gorzej. Po prostu tematyka przestała mi odpowiadać i odszedłem, ale w żadnym wypadku on się nie skończył.

Czy to źle?

Moim zdaniem nie. Powiem więcej, tak było, jest i będzie. Widzę to po sobie, ponieważ osoby, które kiedyś były moimi stałymi czytelnikami, teraz na bloga nie wchodzą miesiącami. Ani oni, ani ja nie zrobiłem niczego złego, po prostu zaczęliśmy interesować się innymi rzeczami. Zła w tym wszystkim – jak w większości spraw – jest jedynie głupota nielicznych. Niektórzy czytelnicy zamiast po prostu odejść lub napisać konstruktywną krytykę chcą wymusić na autorze powrót do poprzedniego stanu. Nie istotne jest dla nich, że zachowują się przy tym jak rozwydrzone dzieci w sklepie, które chcą czekoladę, chociaż jedną przez chwilą zjadły.

Co więcej w prawdziwym życiu jest dokładnie tak samo. Zastanów się z iloma ludźmi nie utrzymujesz kontaktu, chociaż kiedyś nie było dnia, żebyście nie zamienili paru słów? Ja znam wiele takich osób. Kiedyś byli moimi przyjaciółmi, ale w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły i kontakt się urwał. Teraz spotykam ich raz na kilka miesięcy i zawsze obiecujemy sobie, że wyskoczymy na jakąś Colę, chociaż dobrze wiemy, że to nigdy nie nastąpi. To przeważnie nie jest niczyja wina. Czasem najzwyczajniej drogi dwóch osób się rozchodzą. Nawet jeśli to był bardzo dobry przyjaciel… lub wierny czytelnik.


A jeśli wpis Ci się spodobał i chcesz być na bieżąco to zostaw lajka. Dzięki!


Zdjęcie: gratisography.com

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

  • alniacalniac

    Author Odpowiedz

    Nadal śmieszy mnie słowo „sinolog” i nawet nie wiem czemu 😀


    • KonduxKondux

      Author Odpowiedz

      No nie mogę, ja tu taki ważny wpis, a Ty mi, że sinolog to śmieszne słowo 😛
      Normalnie chyba się skończyłem jako bloger i sinolog 😛


      • alniacalniac

        Author Odpowiedz

        Ale Ty się dla mnie nie skończyłeś! 😉


  • Chyba coś kiedyś właśnie o takim typie blogera u Ciebie napisałam 😉


    • KonduxKondux

      Author Odpowiedz

      A chyba masz rację, teraz kojarzę 😉


  • Rzesze takich Perełek napływają nieustannie na blogi Fashionelki i Tomka Tomczyka – Ci to się naczytają. Mnie bardzo bawią tego typu anonimowe opinie, jeżeli ktoś nie ma jaj, by podpisać się pod swoim zdaniem imieniem i nazwiskiem, to taki komentarz nie ma wartości.


    • KonduxKondux

      Author Odpowiedz

      Dokładnie 😉 Ja rozumiem, że nie każdemu może się podobać czyjaś twórczość. Ja wtedy chętnie porozmawiam, ale nie z anonimem i nie rzucając oskarżenia z dołu pleców 😉 Ale jak to mówią, hejter to powołanie 😉


  • W sumie skoro ubywa czytelników to w jakiś sposób bloger się kończy. Spadające statystyki też jakoś nie wydają mi się oznaką tego aby ktoś się nie kończył mimo tego, że tworzy nadal. Chyba, ze wszystko robi tylko dla siebie.


    • KonduxKondux

      Author Odpowiedz

      Zależy od założeń. U mnie styczeń/luty jest słabszy pod względem UU niż grudzień, ale nie czuję, że się kończę. Wyniki to np. z tego, że wywaliłem z bloga część technologiczną i o Sony, przez co automatycznie mam mniej wejść. Statystyki trzeba zawsze analizować indywidualnie moim zdaniem.


      • Wiesz co, nie spojrzałam na to z tej strony. 🙂 Jak widać czeka mnie jeszcze bardzo dużo nauki, a przede wszystkim względem zapanowania nad swoim charakterem.


        • KonduxKondux

          Author Odpowiedz

          Każdego z nas czeka bardzo dużo nauki, ponieważ blogosfera się ciągle zmienia i wiedza, którą mamy teraz za rok może być kompletnie nieaktualna 😉


  • OlaOla

    Author Odpowiedz

    Czasami jest też tak, że to nie bloger się kończy, tylko czytelnik zmienia zainteresowania i dany bloger przestaje być dla niego atrakcyjny pod względem treści.


  • LieveGLieveG

    Author Odpowiedz

    „Nasze drogi się rozeszły” ♥ Pięknie ujęte, naprawdę. Tysiąc razy bardziej wolę takie stwierdzenie od tego głupiego „skończyłeś się”. Ludzie zdecydowanie zbyt szybko się do czegoś przyzwyczajają, jednocześnie kompletnie zamykając się na zmiany. A zmiany są nieuniknione – bo ludzie dojrzewają, zdobywają nowe doświadczenie i po prostu zmieniają światopogląd. 🙂


  • Ale to pasuje do mojego dzisiejszego wpisu, szok. Co prawda u mnie bardziej o lakowaniu, ale jednak to dla mnie w podobnej tematyce. Dla mnie jedyny koniec blogera to własnie ta krotka wersja.


  • Niebywale mądre podejście…chciałabym by wszyscy kierowali się rozumiem a nie spekulacjami i podejrzeniami…Nikt się nie kończy, każdy się zmienia.


  • Regularnie odświeżam moją listę czytelniczą, coś dodaję, coś usuwam. Nigdy nie napisałam blogerowi, że odchodzę, że się skończył, albo że ma wrócić do wcześniejszych wpisów. Blogowanie to rozwój samodzielny, gdzie my – autorzy – decydujemy w którą stronę pójdziemy. Słusznie prawisz, że nikomu nic do tego.
    Co do kończenia się. Nie raz mam tak, że wejdę na bloga, przeczytam kilka postów, pokomentuję bo mi się podobają. Dodaję do obserwowanych, a później co? Po kilku miesiącach zastanawiam się co to za blog. Wchodzę i przekonuję się, że to ten, który mi się tak podobał, ale autor zniknął. Zdarzyło mi się to kilka razy, co mnie wielce smuci, bo rzadko daję obserwację blogów.

    Ładnie napisany artykuł. Do tego używasz justowania! Tylko mała rzecz, „nieważne” pisze się łącznie. Taka mała upierdliwość z mojej strony 😉


  • Bardzo fajny tekst. Zazwyczaj pretensje o to, że ktoś się rozwija maja Ci, którzy stoją w miejscu 🙂


  • Hai LeHai Le

    Author Odpowiedz

    Wszyscy się kończą, żeby zrobić miejsce na fejm Krasnoludków. A na poważnie to rozumiejąc „kończenie się” tak jak Ty to opisałeś to ja w ciągu roku zdołałam to zrobić już cztery razy. Tak po prostu musi być, bo bloger to taki piosenkarz pop: musi i iść za wpisywać się, aby w ogóle puszczano go w radio, musi być oryginalny, żeby słuchano właśnie jego, musi iść za trendami, aby nie zaczęto określać go niemodnym dinozaurem; a nie może nagrywać w kółko tego samego, bo się ludziom znudzi.


  • Blog rozwija się i dojrzewa wraz z autorem, nie ma w tym nic złego. Priorytety zmieniają się, czyjś lifestyle zaczyna być parentingiem, ale to właśnie kolej rzeczy i życie, a kurczowe trzymanie się tematyki, która przestała obowiązywać w życiu autora, tylko ze względu na czytelników, jest krzywdzące zarówno dla niego samego, bloga jak i przede wszystkim czytelników. Blog to bloger 🙂 A czytelnicy… zmieniają się równie mocno. 3 lata temu byli zaabsorbowani podróżami, dziś szykują wyprawkę dla noworodka.


  • Mam wrażenie, że gdzieś to już czytałem u Ciebie.


    • Ten wpis już kiedyś się pojawił 😛


      • Byś się wstydził 😀 i takimi sposobami chcesz naprawić Samuraja i postawić go na nogi? 🙁


        • Naprawiam go chcę dobrymi materiałami, a ten wpis za taki uważam 😉 Poza tym chcę pisać codziennie (pon-pt) i tak go naprawić 😛


          • Odświeżane kotlety to nie jest dobry materiał, zobacz, skapnąłem się, że ten tekst był, a to denerwuje czytelnika, że serwuje mu się coś starego i próbuje zasugerować, że to najnowsza wizja weny autora… Napisz coś nowego. Nie bądź jak HTC i nie serwuj czegoś oklepanego w nowej, droższej cenie 😀


          • Z jednej strony racja, ale z drugiej jesteś w mniejszości, tzn. dużo więcej czytelników mnie kiedyś nie czytało i dla nich to nowość.

            Płaczę za porównanie mnie do HTC ;(


          • Też racja, jednak to tylko dowodzi, że i tak źle i tak niedobrze 😀

            Przeżyjesz, przekuj te łzy w nową siłę do ratowania bloga 🙂


Next Post