Konrad Błaszak Tech

Kiedyś SMS-y były najlepszym sposobem na komunikację z drugą osobą, ale powoli zaczynają tracić na znaczeniu. Ja korzystam z nich już coraz rzadziej.

Gdy chodziłem do podstawówki i gimnazjum moi znajomi mieli kilka możliwości, żeby się ze mną skontaktować. Mogli zadzwonić na telefon stacjonarny – który swoją drogą w mojej miejscowości miałem darmowy – lub mogli po prostu po mnie przyjść. Rozwiązaniem było też wyjście na dwór i czekanie, ponieważ jeśli akurat nie leciał Dragon Ball, to była duża szansa, że prędzej czy później i tak się pojawię. Nie pamiętam dokładnie kiedy dostałem swój pierwszy telefon, ale od tamtej chwili śmiało można mnie było łapać SMS-em.

W tamtych czasach była kilka skutecznych metod, żeby się ze mną skontaktować, ale dziś jest nieporównywalnie więcej.

Tylko, część z nich przestała działać.

I nie, nie chodzi mi tutaj o wyjście na plac zabaw i czekanie aż przyjdę. Ten sposób przestał się sprawdzać już dobrych kilka lat temu. Telefon stacjonarny również odszedł w zapomnienie, ale za to komórka stała się nieodłącznym kompanem w codziennym życiu. Ba, ciężko jest mi znaleźć cokolwiek, czego nie robię z telefonem u boku. Chyba jedyną czynnością jest kąpiel, ale jak tylko sprawię sobie wodoszczelną słuchawkę, to może się zmienić. Właśnie dlatego jeszcze jakiś czas temu napisanie do mnie SMS-a lub zadzwonienie było niemal stuprocentowym sposobem na kontakt. Teraz i to zostało nieco zepchnięte na drugi tor. Już tłumaczę dlaczego.

Gdy zaczynałem przygodę ze swoim pierwszym telefonem, to stał się mój główny sposób na kontakt z resztą świata. Potem zaczęło się to nieco zmieniać, chociażby przez to, że pojawił się komputer i różne komunikatory. SMS-y nadal były najważniejsze, ale po latach można było napisać na GaduGadu czy potem Facebooku. Jeszcze później internet w telefonie przestał być dobrem luksusowym. Ba, teraz większość z nas ma pakiety po kilka GB, dzięki którym można nie tylko pogadać czy wysłać zdjęcie, ale spokojnie obejrzeć kilka filmów.

To właśnie ten fakt okazał się moim zdaniem gwoździkiem – małym, bo one jeszcze nie umarły – do trumny wiadomości tekstowych.

Komunikatory > SMS-y

Gdy miałem jeden telefon bez internetu, SMS-y rządziły. Gdy miałem już pierwszy komunikator, to zaczęło się to powoli zmieniać. Teraz, proporcje są odwrócone o 180 stopni.

Po pierwsze mam ze sobą przeważnie dwa telefony, a czasem – ze względu na testy – jest ich jeszcze więcej. Z czystej wygody nie sprawdzam każdego z nich co kilka minut. Robię to tylko z jednym, tym który akurat wpadnie mi w rękę, a najczęściej jest to model testowy. Po co mam patrzeć na główny numer, skoro w każdym smartfonie mam internet i widzę, co znajomi napisali mi na Messengerze?

Jeśli na fejsiku jest pusto, to zakładam, że żaden ze znajomych niczego ważnego ode mnie nie chce i przeważnie mam rację.

Poza tym Messenger – czy też jakikolwiek inny komunikator – może działać na kilku telefonach, komputerze i tablecie jednocześnie. Podczas testów to bywa irytujące (np. 5 urządzeń i na każdym powiadomienie z jakąś pierdołą), ale ma jedną niewątpliwą zaletę.

Nie ważne, gdzie spojrzę to wiem, czy moim znajomi czegoś ode mnie chcą.

Mogę sprawdzić powiadomienie na urządzeniu, które oferuje mi w tym momencie największą wygodę. Jeśli telefony są daleko, a mi z czystego lenistwa nie chcę się ruszać, to rzucam okiem na komputer, który leży koło mnie. A co jak smartfon się rozładuje? Patrzę na drugi i tyle. Nie muszę bawić się w przekładanie kart lub nerwowe szukanie zasilania. Tak jest po prostu wygodniej.*

Właśnie dlatego mam jedną prośbę do wszystkim ludzi, którzy chcą się ze mną skontaktować:

Nie piszcie mi SMS-ów, odezwijcie się na fejsie!


*Nie wspominając już o tym, że w moim głównym telefonie padł głośnik i powiadomień po prostu często nie słyszę.


Zdjęcie: stokpic.com

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

There are currently no comments.

Next Post