Konrad Błaszak Tech

Korzystam obecnie z niemal dwuletniego telefonu, który kosztował mnie mniej niż 1500 złotych. Nie czuję potrzeby zmiany, ale gdy to nastąpi, nie wydam więcej niż 2000 złotych na kolejny model. Nie chodzi tutaj nawet o pieniądze, w większości przypadków taki wydatek to po prostu głupota!

Dawno, dawno temu w Chinach

Gdy byłem młody i dyskusyjnie piękny, studiowałem sinologię. Dzięki temu udało mi się pomieszkać dłuższą chwilę w Chinach. Było to genialne doświadczenie z wielu względów, ale ja jako już wtedy bloger technologiczny, chętnie podpatrywałem z jakich telefonów ludzie korzystają. Oprócz masy chińskich marek – o wielu w życiu nie słyszałem – były oczywiście Samsungi, Huawei’e, Xiaomi i Apple. „Jabłkowe” urządzenia były w Chinach bardzo popularne, ale jak to jest, że w Państwie, gdzie miliony zarabiają mniej niż ja dostawałem stypendium, jest tak dużo ajfonów na ulicach?

Nie każde Apple to Apple!

Może brzmi to głupio, ale nie każdy iPhone to prawdziwy iPhone. Masa jest podróbek. Co więcej, jeszcze przed premierą nowych modeli. Spokojnie można było je znaleźć w chińskich marketach elektronicznych. Po oficjalnej prezentacji okazywało się, że Chińczycy perfekcyjnie wiedzieli jak będą wyglądać nowe smartfony. Sam miałem możliwość kupna takiego sprzętu.

Oczywiście cena przeważnie była inna. Ajfona można było dostać i za kilkaset złotych, oczywiście z Androidem.

Piszę o tym, ponieważ Chiny są idealnym wstępem do tego tekstu. Chińczycy również nie chcą wydawać za dużo na telefon, ale jednak wielu z nich musi pokazać, że jest inaczej. Właśnie dlatego w kieszeniach mają iPhone’y, nawet jeśli często są to po prostu Ajfony.

Czy w Polsce jest tak samo i czy kupujemy drogie urządzenia dla prestiżu?

Możecie się nie zgodzić, ale moim zdaniem wydawanie 5-6 tysięcy złotych na telefon to w większości przypadków głupota. Jestem w stanie zrozumieć osoby, które potrzebują urządzenia do pracy – jak np. recenzenci, testerzy, deweloperzy – ale co z całą resztą?

No właśnie, czy 2 punkty więcej w DXOMarku to powód do zmiany telefonu? Czy 50 tysięcy więcej w AnTuTu sprawi, że będziemy robić to samo, ale kilkukrotnie szybciej? Czy przez ekran o 0,3 cala większy zaczniemy nałogowo konsumować Netflixa/HBO?

Raczej nie, dlatego moim zdaniem zmiana na tak drogi telefon jest podyktowana dwoma czynnikami. Pierwszym jest to, że ktoś jest gadżeciarzem i po prostu chce mieć wszystko to co najnowsze. Nikomu do portfela zaglądać nie zamierzam, więc jak komuś to odpowiada, proszę bardzo. Drugi z powodów – który w sumie mocno łączy się z pierwszym – jest taki, że chcemy pokazać swój status społeczny. Musimy w naszym przekonaniu dać znać otoczeniu, że możemy sobie pozwolić na sprzęt za takie horrendalne pieniądze.

Możecie mówić, że nie mam racji, ale nie uwierzę, że ktoś zmienił iPhone X na XS lub Galaxy S9 na S10 i powie, że czuje ogromny przeskok jakościowy… szczególnie przeglądając Facebooka lub Instargama, bo to głównie robimy na telefonach. Różnicę można odczuć zmieniając telefon co 3-4 lata (jeśli zmieniamy sprzęt w obrębie tej samej półki cenowej), ale czy wtedy nie wystarczy wydać tych wspomnianych dwóch tysięcy? Mam trochę do czynienia z telefonami i wiem, że każdy może działać kilka lat… lub może wyzionąć ducha po roku czy dwóch, niezależnie od budżetu. Dlatego nie trafia do mnie argument, że wydając duże pieniądze kupuje się coś na 4-5 lat.

Ciekawym przykładem jest mój dalszy znajomy (tak w sumie to znajomy znajomego), który zaraz po premierze wziął iPhone X na raty. 4 lata. Oprocentowane. Na dziadka, bo sam nie pracował na stałe. I zapłaci za niego prawie dwukrotność bazowej ceny, która przecież i tak wynosiła niemal 5000 złotych.

Od razu muszę zaznaczyć, raty nie są złe. Sam kilkukrotnie coś tak kupowałem, ale przez swoje nie już tak krótkie życie nauczyłem się jednego…

Jak mnie na coś nie stać, nie kupuję!

Tak właśnie podchodzę do zakupu smartfona. Kiedyś zmieniałem telefony co rok, potem okres ten wydłużył się do dwóch lat i pewnie tak już zostanie. Sam ze sobą ustaliłem, że przy zakupie czegoś nowego, nie wydam więcej niż 2000 złotych. Oczywiście, jak trafię okazję za 2100 to może się skuszę, ale to jest dla mnie graniczna kwota.

Wychodzę z założenia, że wystarczy kupować mądrze, a taka suma często starczy i to jeszcze z nawiązką. Mamy obecnie piękne czasy na rynku. Średniaki w końcu stały się używalne, tanie flagowce firm jak Xiaomi czy Honor można dostać za bardzo rozsądne pieniądze, a są jeszcze starsze topowe modele renomowanych producentów.

Sam raczej stawiam na wariant trzeci, ale moim zdaniem każdy z wyborów będzie dobry. Trzeba tylko dokonać przemyślanego zakupu. Warto przeanalizować co się robi na telefonie i na czym nam zależy. Często okazuje się, że Snapdragon z serii 6XX jest wystarczający do naszych potrzeb, a z wodoszczelności czy indukcyjnego ładowania nie będziemy korzystać. Dzięki temu wybór można ograniczyć i wziąć coś, co wytrzyma nam dwa lata, a nie wydamy na to małej fortuny.

Nie zamierzam Was tutaj umoralniać i namawiać do oszczędzania. Sam lubię wydawać na głupoty, ale często ich nie potrzebuję… więc mogę kupować taniej, a przez to mieć pieniądze na jeszcze więcej gadżetów. WIN-WIN

Te „mądrości” (bo tak pewnie wielu z Was może odebrać ten wpis) zacząłem przekładać również na inne zakupy elektroniki. Niedawno szukałem nowego komputera i stanęło pierwotnie na DELL-u za prawie 4 tysiące złotych. Potem jednak mocno się zastanowiłem, trochę poszukałem i stwierdziłem, że Acer/Asus/DELL za mniej niż 2500 złotych również sprawdzą się przy moich zastosowaniach. Parametry, które sobie pierwotnie założyłem miały spory zapas mocy, a po co mi do pisania i grania w Settlers 2 (no i czasem Warcraft 2, bo takie tytuły mnie ostatnio pochłaniają) i5 i dedykowana karta graficzna?

Kupujcie co potrzebujecie, a nie to co „wmawia Wam” rynek!

Ostatnim z argumentów, który przekonał mnie do tego, że wydawanie na telefon 4-5 tysięcy jest przeważnie głupotą była sprzedaż mojego starego samochodu. Miałem Punto 2, na chodzie, bez rdzy i ogólnie w całkiem fajnym stanie. Coś poszło przy zawieszeniu, a ja mam już coś nowego i nie chciałem się w tym bawić. Postanowiłem znaleźć handlarza i sprzedać samochodów.

Dostałem 500 złotych.

Tak, mógłbym dostać nieco więcej, ale nie miałem za bardzo na to czasu. Co jest nieco smutne, to fakt, że musiałbym sprzedać 10 takich samochodów, żeby kupić nowego iPhone’a. Samochód, który bez problemów zawiózł mnie do Zakopanego (z Poznania) i z powrotem jest wart tyle co dwa markowe etui do telefonu Apple.

Dziwne nastały czas, gdy sprawny samochód kosztuje dużo mniej niż nowy telefon.


Nie zapomnijcie zajrzeć do mnie na Instagrama!

Something is wrong.
Instagram token error.

Zdjęcia: Jp Valery, Lee Aik Soon, dhe haivan, chuttersnap (Unsplash)

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

There are currently no comments.

Next Post