Konrad Błaszak Tech

Obsługa którekolwiek z współczesnych smartfonów nie powinna sprawić nikomu żadnego problem. Niestety ostatnio widziałem Samsunga Galaxy S8, który zdaje się temu przeczyć.

Współczesne gadżety technologiczne są z jednej strony coraz bardziej rozbudowane, ale z drugiej producenci robią wszystko, żeby z generacji na generacje stawały się banalniejsze w obsłudze. Kiedyś widziałem mema, że dziecko w latach 90-siątych jadło piasek, a współczesne potrafi bezproblemowo obsłużyć tablet czy smartfona. Sporo w tym prawdy, ponieważ dotykowe ekrany są naprawdę intuicyjne i przeważnie wystarczy poznać jeden produkt, żeby poradzić sobie z każdym innym.

W równie komfortowej sytuacji są osoby w moim wieku, które z jednej strony wychowały się na Nokii 3310 (nigdy jej nie miałem, tylko Sony Ericsson!), a z drugiej świetnie sobie radzą w świecie współczesnych technologii. Nie znam chyba nikogo z mojego otoczenia, kto nie ma smartfona. Może i nie każdy jest specjalistą (siebie również za takiego nie uważam), ale podstawowa obsługa, a nawet nieco bardziej zaawansowane funkcje, to nie jest żadna sztuka tajemna. Dlatego tak bardzo zdziwiłem się, gdy zobaczyłem to:

Tak, to jest nowy Samsung Galaxy S8 za 3499 złotych. Gdy go zobaczyłem (pokazał mi go znajomy, to sprzęt jego kumpla), to nie od razu zrozumiałem, co mu się stało. Potrzebowałem wyjaśnienia, ponieważ takiego scenariusza się nie spodziewałem.

Ktoś wepchnął kartę SIM (dużą kartę SIM!) do slotu, a potem dopchnął ją tacką na nano-SIM!

Jak się możecie domyślać, karta utknęła, a nowy telefon za ponad 3000 złotych stracił możliwość dzwonienia, wysyłania SMS-ów i korzystania z internetu w sieci. Stał się za to dość drogim aparatem fotograficznym i… notatnikiem. Oczywiście chcę żebyście mnie dobrze zrozumieli – to NIE jest wina koreańskiej firmy!

Jak tylko zrozumiałem co się stało z tym Galaxy S8, przeżyłem mini atak serca. Może i nie jestem jakimś super fanem Samsungów, ale zniszczenie telefonu za takie pieniądze zabolało. Teraz jego właściciel będzie musiał zgłosić się do serwisu, żeby mu to wyjęli oraz opcjonalnie naprawili, ponieważ wbicie karty SIM mogło uszkodzić inne podzespoły. Nie ogarnąłem tylko…

Jak ktoś mógł zrobić coś takiego?!

Mój wstęp nie był oderwany od rzeczywistości, ale prowadził właśnie do tego pytania. W czasach, gdy kilkuletnie dzieci radzą sobie z obsługą telefonów, dorosły facet robi coś takiego. Może jestem jakiś głupi, ale po prostu nie ogarniam, jak można było coś takiego odczynić. Zdaję sobie sprawę, że ktoś mógł nie wiedzieć jaka karta tam wchodzi, ale strzelam, że stawiała ona opór przy wkładaniu (wybaczcie, ale nie zamierzam tego testować). Dla mnie naturalnym odruchem w takich sytuacjach jest spróbowanie czegoś innego lub – w ostateczności! – przeczytanie instrukcji. Rozumiem, że dla wielu facetów jest to hańba na honorze, ale wychodzę z założenia, że wolę tak zrobić niż miałbym potem wydać kilkaset złotych na naprawę zepsutego sprzętu. Właśnie dlatego…

Jeśli nie wiesz jak coś zrobić, czytaj instrukcję… albo płać za swoje błędy!


Nie bój się skomentować! W końcu jesteśmy tutaj, żeby pogadać, prawda? 

Możemy to zrobić na FanPage, w grupie dla fanów Xperii lub w tajnym miejscu dla najwierniejszych czytelników!

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

  • LukaszLukasz

    Author Odpowiedz

    Gość jest the best:-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))


  • zibizibi

    Author Odpowiedz

    Skoro ktoś wepchnął kartę , to skąd wiadomo że to ktoś dorosły ?


Next Post