Konrad Błaszak Tech

Długo nie rozumiałem idei Snapchata, ale jestem blogerem technologicznym, więc postanowiłem sprawdzić o co chodzi z tymi znikającymi fotkami. I chyba wiem, po co to jest!

Podstawowe zasady Snapchata znałem już wcześniej, ale budowanie zasięgu na portalu, z którego po maksymalnie 24 godzinach znika ta treść nie miało dla mnie sensu. Teraz w oko wpadł mi tekst Hanii i postanowiłem dać szansę temu żółtemu duszkowi. Od kilku godzin intensywnie go testuję i mam już pierwsze wrażenia z nim związane.

Uwielbiam social media. Facebook to świetne narzędzie do pracy blogera, a w Instagramie zakochałem się jakiś czas temu i to uczucie nadal nie chce puścić. Google Plusa mam, ale wrzucam tam tylko nowe teksty i odpowiadam na komentarze, nic więcej. Jest jednak również Twitter, do którego zabieram się jak pies do jeża. Niby ma spore możliwości i jest fajny, ale zawsze po maksymalnie kilku dniach moje zaangażowanie na tym portalu spada do poziomu bliskiego zeru. No i jest też Snapchat.

Przed długi czas nie rozumiałem jego fenomenu i nie miałem nawet zamiaru zakładać na nim konta, ale w końcu stało się inaczej. Spróbowałem, od kilku godzin patrzę co może on mi zaoferować i doszedłem na razie do jednego wniosku: To taki obrazkowy Twitter. Co prawda na TT nasza treść nie znika po maksymalnie 24 godzinach, ale przez natłok informacji szybko nasze ćwierknięcia giną wśród innych.

Podobnie moim zdaniem działają również obydwie społecznościówki. Wrzucamy tam rzeczy bardzo różne, od kompletnych pierdół po te dużo dla nas istotniejsze jak nasze wpisy. Nie wiem jeszcze czy promocja bloga i nowych tekstów na Snapie ma sens, ale będę to sprawdzać w nadchodzących dniach. Podobieństwo jest moim zdaniem takie, że często wrzucamy tam chwilowe przemyślenia, którymi chcemy się podzielić. Nie wiem jak Wy, ale ja jednak na fejsie wrzucam przeważnie trochę bardziej przemyślane treści, a na TT czy Snapie mogę podrzucić szybką myśl z pytaniem do obserwujących czy znajomych.

Może się mylę i za miesiąc okaże się, że treści w tych dwóch miejscach są zupełnie różne, ale wtedy na pewno Wam o tym napiszę. A jeśli korzystacie ze Snapchata to dodajcie mnie do znajomych (Nick: Kondux) i powiedzcie mi jak Wy do niego podchodzicie.


Zdjęcie: fastcompany.net

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

  • Treści w tych dwóch miejscach na pewno są różne.
    Jeszcze do niedawna moje stosunki ze Snapchatem były dość oziębłe, a obecnie powoli zaczynamy się lubić. Do gorącego uczucia jednak na razie daleko.


    • Ja na razie też sobie tylko tak flirtuję, ale może będzie z tego coś więcej. A czy treści takie różne, to nie wiem. Część na pewno, ale moim zdaniem elementem wspólnym jest ich krótkie życie.


  • MaciejMaciej

    Author Odpowiedz

    Ja nawet bym używał snapchata, tylko lecą w kulki z windows phone, nie wiadomo w sumie dlaczego. Na USA świat się nie kończy, są jeszcze inne kraje gdzie ten system jest popularny.


    • Teoretycznie tak, ale wszędzie ma on góra kilka procent ;/


      • MaciejMaciej

        Author Odpowiedz

        We Francji ma bodajże kilkanaście procent, tak samo jak i we Włoszech i Hiszpanii. U nas też chyba ma dobry wynik. Wielka szkoda, że jest pomijany, bo android mi się nie podoba, a iPhone’y są strasznie drogie i nie uśmiecha mi się powrót do robocika.


Next Post